|
|
|
|||||
![]() |
|
![]() |
|||||
![]() |
![]() |
![]() |
|||||
![]() |
|
Gazeta Wyborcza ZDUDNIĆ DO ZERA (2) Jak zagłuszano Radio Wolna Europa? Opowiadają ludzie, którzy to robili. Fragmenty relacji z własnego filmu "Głos nadziei" Piła w niedzielę i święta Jan Panek: Przy każdym nadajniku stał telefon na korbkę połączony z punktem kontrolnym w Urzędzie Bezpieczeństwa. Ich operatorzy dyżurowali przy wysokiej klasy radioodbiornikach. Każdy miał swoje pasmo i w tym paśmie musiał szukać korespondenta, który nadaje po polsku. Gdy operator UB namierzył audycję Wolnej Europy, telefonował do naszego operatora: "Proszę włączyć nadajnik, na przykład nr 2, na taką a taką częstotliwość". Nadajnik był szybko przestrajany. Operator z UB jeszcze raz telefonował i dawał na słuchawkę tego korespondenta. Wtedy nasz dyżurny generatorem nadajnika zdudniał częstotliwość tamtej stacji do zera, to znaczy do ciszy, czyli pokrywał falą nośną jego falę. Wtedy pracownik UB włączał magnetofon z taśmą, na której nagrany był szum : zzzzzz...,bżżżż...,brrrr... Kazimierz Siczek: Były trzy podstawowe modulacje zagłuszające. Jedna to ponakładane na siebie gwary nagrane w dużych skupiskach, na przykład na targowisku. Taśma na okrągło emitowała taki harmider ludzkich głosów. Druga, to po prostu bardzo niski dźwięk generatora, takie buczenie: buuuu - wuuuu... I wreszcie straszliwie jazgotliwa piła : iiiii - iiiiiii - iiiiiii... To był potwornie drażniący dźwięk. Oni zawsze puszczali tę piłę w niedzielę i święta. Tośmy ją nazywali, że to jest świąteczna modulacja. (...) Codziennie za piętnaście piąta, gdy nadajniki Wolnej Europy miały już falę nośną, jeszcze nie emitowały programu, ale były już w eterze, dostawaliśmy sygnał, żeby się dostroić. O piątej oni zaczynali pieśnią "Kiedy ranne wstają zorze", w tym momencie nasze nadajniki siedziały już na antenach i zaczynało się zagłuszanie. O dziewiątej była przerwa, bo RWE nadawała muzykę. Po godzinie znowu zaczynali programy słowne i wchodziły kolejne wyższe częstotliwości, więc włączało się nawet do siedmiu nadajników. Trzy wolne skakały na Głos Ameryki lub BBC. I tak do północy. (...) Było takie pasmo od 20 do 21 z ostrymi felietonami politycznymi, na przykład Trościanki, albo jak zaczęły chodzić te wywiady z Józefem Światło, ten to im napsuł krwi, to wtedy na stacji działo się coś strasznego. Wszyscy stali na baczność przy nadajnikach i tak jak oni normalnie kontrolowali, czy nadajnik poprawnie pracuje co godzinę, co pół godziny, to wtedy regularnie co pięć minut, co minutę odzywał się telefon - że trzeba coś zrobić, że trzeba jeszcze dokładniej przykryć. Jan Panek: Nadajniki były wyżyłowane, jak to się mówi, do ostatniego wata. Nie było czasu na okresowe konserwacje. Paliły się cewki, paliły się kondensatory, cały czas trzeba było coś naprawiać. Istniała norma, że nadajnik nie mógł mieć w ciągu miesiąca przerwy większej niż 20 minut. To było nic. Wystarczyła jakaś awaria i od razu dostawaliśmy po premii. W końcu wpadliśmy na pomysł i po cichu skonstruowaliśmy dodatkowy niewielki nadajnik, który w każdej chwili mógł zastąpić uszkodzony. Na początku nawet UB o tym nie wiedziało. Dzięki temu rezerwowemu nadajnikowi uratowaliśmy niejedną premie. |
![]() |
|||||||||||||