13.04.1985
Alina Grabowska

Rewizje wniesione (proces morderców)

Czterech więźniów niekryminalnych - by posłużyć się nową terminologią lansowaną przez propagandę PRL - wniosło do Sądu Najwyższego o rewizje wyroków skazujących. Chodzi oczywiście o Grzegorza Piotrowskiego, Adama Pietruszkę, Leszka Pękali i Waldemara Chmielewskiego. Określenie „więzień niekryminalny” zaproponowane przez rzecznika rządowego ma przydać prestiżu owym więźniom i podnieść rangę ich czynu.

Ma wskazać, na rzekomo ideowe, choćby nawet w wypaczony sposób, ale jednak ideowe podejście do problemu, z którym zetknęli się 19 października na szosie obok miejscowości Przysiek. Nie działali wszak z niskich pobudek materialnych - co szeroko podkreślano w prasie partyjnej - bowiem nie obrabowali dodatkowo swojej ofiary. Czterej więźniowie niekryminalni nie chcą jednak jakby zrozumieć, że w aktualnej strategii partii leżało skazanie ich w publicznym procesie.

Albo, co jest najbardziej prawdopodobne - pragną wyegzekwować układy zawarte w toku rozprawy. Wyrok zapadł 7 lutego. Już 9 lutego Grzegorz Piotrowski zwrócił się z wnioskiem o sporządzenia uzasadnienia na piśmie, co, jak podkreślano wielokrotnie w krajowych środkach przekazu - w praktyce sądowej oznacza zapowiedź odwołania się skazanego od werdyktu sądu pierwszej instancji. Po kolei o sporządzenie uzasadnienia występowali inni skazani: Pietruszka, Chmielewski i Pękala.

14 lutego do sądu wojewódzkiego w Toruniu wpłynęła prośba Urzędu Prokuratorskiego o pisemne uzasadnienie wyroku. Wówczas rzecznik Jerzy Urban uznał to posunięcie za zapowiedź odwołanie się prokuratury od werdyktu wydanego w Toruniu.

Byłoby to logiczne i strukturalnie zbieżne z tymi wnioskami o wymiar kary, z jakimi prokurator Leszek Pietrasiński występował w mowie oskarżycielskiej. Jedynie wobec Adama Pietruszki sąd zastosował karę 25 lat więzienia, a więc taką karę, jakiej domagał się prokurator. Inne kary daleko odbiegały od postulatów oskarżenia. Uderzająca była różnica między tym, czego żądał prokurator wobec Grzegorza Piotrowskiego a karą, jaką sąd wymierzył byłemu kapitanowi MSW. W zestawieniu z argumentami oskarżenia i stwierdzonym stopniem winy Pękali i Chmielewskiego sąd w Toruniu również tych dwóch byłych poruczników MSW potraktował łagodnie i wyrozumiale. O surowości lub łagodności sądu można mówić tylko w kontekście praktyki wymiaru sprawiedliwości w danym państwie, nie zaś w kategoriach ogólno - humanitarnych. To są dwie różne sprawy. Otóż myśląc o wyrokach, jakie zapadły w procesie oficerów MSW trudno nie porównywać ich stale z przypadkiem Jerzego Kowalczyka, który nikogo nie zamordował, a mimo to skazany został na karę śmierci za spowodowanie w nocy detonacji w pustej Sali Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, gdzie miała się odbyć akademia ku czci milicji. Karę tę zamieniono mu ostatecznie na 25 lat więzienia - a więc dokładnie na taką samą karę, na jaką w lutym bieżącego roku sąd PRL skazał Piotrowskiego i Pietruszkę, których uznał winnymi okrutnego zamordowania księdza Popiełuszki. W tym kontekście, i porównaniu z innymi wyrokami zapadającymi w PRL, decyzje sądu wojewódzkiego w Toruniu trzeba ocenić jako wyjątkowo łagodne. A ponieważ w trzech przypadkach odbiegały one zasadniczo od wniosków oskarżenia, więc wniesienie przez prokuraturę odwołania i domaganie się zaostrzenia kar byłoby potwierdzeniem potępiającej oceny czynu, wygłoszonej w Toruniu przez przedstawicieli tego urzędu.

Tymczasem opinia publiczna dowiedziała się nagle, że wbrew początkowym sugestiom rzecznika rządowego i prasy prokurator nie złożył wniosków rewizyjnych. Oczywiście, miał po temu formalne prawo. To nowe posunięcie może teraz prasa interpretować w ten sposób, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku prokurator Pietrasiński poczuł się bezradny wobec argumentacji przedstawionej przez sędziego Kujawę, że był przytłoczony logiką jego wywodu i zaprezentowanym w uzasadnieniu kunsztem prawniczym. Ale w to oczywiście nikt nie uwierzy. Zresztą, uzasadnienie odczytano na sali sądowej i prokurator znał od razu jego treść. Początkowo urząd prokuratorski najwyraźniej zamierzał wystąpić o rewizję wyroku - teraz z tego zrezygnował. Dlaczego? Nasuwa się nieodparta myśl, że stanowi to część układu, część planu, część manipulacji przeprowadzonej już oczywiście tajnie, poza salą sądową i poza publicznością i prasą zachodnią. Podstawowe elementy tego układu były widoczne jak wiemy, w czasie procesu. Należało tu na przykład wycofywanie się przez oskarżonych z zeznań złożonych uprzednio w śledztwie, albo interwencje sędziego przerywającego tok rozprawy, gdy tylko istniał cień niebezpieczeństwa, że wyjdzie na jaw współudział w zbrodni innych funkcjonariuszy MSW.

Sędzia nakłaniał do takich modyfikacji pierwotnych oświadczeń złożonych przez oskarżonych w areszcie śledczym, która wybielała na przykład wiceministra SB Ciastonia albo dyrektora departamentu czwartego Zenona Płatka. Piotrowski, Chmielewski i Pękala podporządkowywali się temu kierunkowi rozprawy. Ale tu chodziło nie tylko o to, by przez sterowanie jej przebiegiem odciążyć innych wysokich funkcjonariuszy zamieszanych w plan uprowadzenia i zamordowania ks. Popiełuszki. Przede wszystkim chodziło o to, by nie doszło do ujawnienia mechanizmów zbrodni politycznej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i jego agendach, by nie wykryły się na przykład powiązania służbowe Piotrkowskiego z urzędami w Bydgoszczy i w Toruniu. W tym kontekście warto przypomnieć, co podał powiedzmy Toruński Informator Solidarności jeszcze nim z zalewu na Wiśle wydobyto zwłoki ks. Popiełuszki: że na dzień przed porwaniem, czyli 18 października przebywał w Przysieku pułkownik Marcinkowski, były komendant Komendy Wojewódzkiej MO w Toruniu. Marcinkowskiego przeniesiono - podobno za nadużycia - do Słupska, wymieniając go z pułkownikiem Łukasikiem.

Tenże pułkownik Marcinkowski był później, już na funkcji w Słupsku przesłuchiwany przez SB na okoliczność uprowadzenia ks. Popiełuszki. Ale wyników tego śledztwa nie podano do wiadomości publicznej. Jest jeszcze inna wiadomość, także pochodząca z prasy podziemnej. W dniu porwania ks. Popiełuszki już od godziny 17 na stacji Pogotowia Ratunkowego przy ulicy Skłodowskiej w Toruniu dyżurował pewien funkcjonariusz SB. Gdy na pogotowie przywieziono Waldemara Chrostowskiego funkcjonariusza wspomogło 18 innych, przywołanych natychmiast pracowników bezpieki, którzy najwidoczniej dyżurowali w pobliżu i zgłosili się na dany znak. Pogotowie wprost roiło się od SBecji. Na co oczekiwał ów funkcjonariusz? Skąd się tam znalazł? Jeśli te ujawnione przez prasę podziemną fakty zestawimy z tym, że jak wiadomo Grzegorz Piotrowski bezpośrednio po przyjeździe do Bydgoszczy zgłosił się do tamtejszego urzędu spraw wewnętrznych, podał legitymacje służbową i telefonował stamtąd do MSW do Warszawy - udział w akcji innych organów i placówek MSW wydaje się niewątpliwy. Ale na procesie w Toruniu zadanie Piotrowskiego i jego kolegów polegało na tym, by wspólnie z prokuratorem i sędzią nie dopuścić do publicznego wykrycia owych powiązań. A pułkownik Pietruszka tak czy tak nie przyznał się do winy, natomiast niezręcznymi zeznaniami o mało nie zepsuł sprawy obciążając generała Płatka i generała Ciastonia. Nic dziwnego, że skazano go na nieproporcjonalnie wysoką karę.

Czy decyzja prokuratury o nieodwoływaniu się od wyroków stanowi część umowy zawartej po cichu z oficerami MSW? Czy też kierownictwo polityczne PRL postanowiło nie rozdrażniać już bardziej aparatu policyjnego, dostatecznie rozdrażnionego posadzeniem współkolegów na ławie oskarżonych?

W każdym razie jest to decyzja, którą oczywiście podjęto na szczeblu o wiele wyższym niż prokurator Pietrasiński. W sensie moralnym i politycznym stanowi ona odejście od szeroko głoszonej tezy o tak surowym potępieniu przez partie czynu Piotrowskiego, Pietruszki, Chmielewskiego i Pękali.


 

 

Historia życia Jana Nowaka-Jeziorańskiego- wywiad z Aliną Grabowską w roku 1997 w studiu Polskiego Radia new!

Telegram od Ojca Świętego na zakończenie działalności RWE w 1994r.

Rozmowa z Jackiem   Kaczmarskim
  - audycja z 1996 roku

Prezydent Clinton nazwał Archiwum Radia Wolna Europa żywym pomnikiem polsko-amerykańskiej przyjaźni
  (po polsku)

Prezydent Clinton nazwał Archiwum Radia Wolna Europa żywym pomnikiem polsko-amerykańskiej przyjaźni
  (po angielsku)

List od Ojca Świętego
na 50 rocznicę rozpoczęcia działalności Rozgłośni

List prezydenta George'a W. Busha z okazji 50. rocznicy powstania Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
  (po polsku)

List prezydenta George'a W. Busha z okazji 50. rocznicy powstania Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
  (po angielsku)

List prezydenta RP na Uchodźctwie Ryszarda Kaczorowskiego

List od Dyrektora Archiwów Państwowych prof. Darii Nałęcz

List od prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyny Mokrosińskiej

ZDUDNIĆ DO ZERA -
  O zagłuszaniu Rozgłośni
   - Maciej Drygas

(1) (2) (3) (4) (5)

Rewizje wniesione
   (proces morderców)
   - Alina Grabowska
13.04.1985 r.

Rewizje wniesione
   (proces morderców)
   - Alina Grabowska
13.04.1985 r.

Zajazd na Chicago
   - Tadeusz Nowakowski
22.06.1985 r.

Inspiracja i rezygnacja
   - Jacek Kaczmarski
06 .07.1985 r.

Dla kogo jest "Polonijne lato"?
   - Krystyna Miłotworska
17.08.1985

Czerwone maki
   - Bogdan Żurek
17.08.1985