|
|
|
|||||
![]() |
|
![]() |
|||||
![]() |
![]() |
![]() |
|||||
![]() |
|
22.06.1985 Zajazd na Chicago Wydawany w Krakowie tygodnik "Życie Literackie" oburza się na ministra Jerzego Urbana, że na konferencjach prasowych występuje w stylu rozchełstanym - bez krawata. Gdybyż to rozchełstanie ograniczało się jedynie do garderoby rzecznika prasowego rządu, nie byłoby, rzecz prosta, dramatu. Gorzej, że rozchełstanie przejawia się również w niektórych artykułach rodzimego zwolennika bezkrawacia. I tak na łamach "Rzeczpospolitej" myślopląs ministra Urbana pojawia się w oryginalnej tezie, że Polonia amerykańska przegapiła historyczną szansę odegrania poważniejszej roli w życiu politycznym Stanów Zjednoczonych. Dlaczego? Bo nie udzieliła poparcia koterii sprawującej obecnie władze. "Politykom polonijnym - pisze Jerzy Urban alias Jan Rem - nie podoba się to, że Polska jest socjalistyczna. Oni się takiej Polski wyrzekają, odwracają się od niej plecami." Można by na te osobliwą pretensje odpowiedzieć, ze nie tylko Amerykanom polskiego pochodzenia, ale milionom ludzi w Kraju nie podoba się system narzucony Polsce. Nie bardzo wiadomo, dlaczego wolni ludzie, żyjący w wolnym świecie, mieliby sympatyzować z dyktaturą komunistyczną w kraju ich pochodzenia? Dziwić też musi chwyt, cokolwiek zużyty, że kto nie kwapi się do współpracy z władzami, tym samym działa przeciwko Polsce? La Pologne c`est moi!" - myśl ta przewija się przez oskarżycielski artykuł publicysty, zgorszonego stanowiskiem Polonii amerykańskiej w ogóle a jej przywódcy mecenasa Alojzego Mazewskiego, w szczególności. Notabene - osobistości, swego czasu cenionej przez kardynała Wyszyńskiego i przez kierownictwo "Solidarności". Dostało się też innym, demokratycznie przez sejmy polonijne wybranym przedstawicielom Kongresu Polonii Amerykańskiej: Dolmanowi, Pucińskiemu, Majerczykowi. Czym się ci działacze narazili rzecznikowi prasowemu rządu? Nie dość, że nie podoba im się socjalizm, to jeszcze nie chcą wyświadczyć drobnych przysług towarzyskich kolegom Urbana w rządzie. Zamiast protestować przeciwko wydaleniu czterech dyplomatów PRL ze Stanów Zjednoczonych, ośmielają się pochwalać decyzje Waszyngtonu, ba - uważają, że rząd amerykański powinien w ogóle zamknąć konsula PRL w Chicago. Zdaniem felietonisty "Rzeczpospolitej" mecenas Mazewski i jego współpracownicy wzmocniliby swoją pozycję w Ameryce, gdyby ograniczyli się do spełniania synowskich obowiązków wobec Macierzy, a wiec wysyłanie paczek i obrony interesów obecnej ekipy rządowej w Starym Kraju - nie bacząc na różnice ustrojowe miedzy obu państwami. Tymczasem - lamentuje autor artykułu - oni "wyrzekają się mamusi i - koniec". Takie stanowisko - zdaniem Urbana - doprowadza w konsekwencji do "wzrostu znaczenia w życiu amerykańskim mniejszości niemieckiej i żydowskiej". Innymi słowy: gdyby Polonia amerykańska udzieliła politycznej absolucji "mniejszemu złu" nad Wisłą, osłabiłaby tym samym wpływy niemieckie i żydowskie w Stanach Zjednoczonych. W latach 70 i u zarania lat 80 - rzecze nasz ekspert - znaczenie Polonii zaczęło w Ameryce szybko wzrastać, ale - nadszedł dzień próby, 13 grudnia 1981 - i stała się rzecz okropna: "czołowi politycy polonijni zaczęli zapalczywie piłować wysoką gałąź, na której usiedli"... I jak się to polityczne harakiri skończyło? Tragicznie. "Oddali konkurencji, a więc Niemcom i Żydom, bastiony już zdobyte". Koniec cytatu. Rem alias Urban, mistrz cienkiego żartu, pisze jeszcze, że przywództwo Polonii - po strzeleniu sobie samobójczej bramki - (powiedz mi, jaki jest twój stosunek do 13 grudnia, a powiem ci kim jesteś!) - na pociechę i otarcie łez zaproszone zostało na kiepski obiad do Białego Domu. Lokalni politycy polonijni - zdaniem subtelnego myśliciela - są po prostu "karykaturą waszyngtońskich jastrzębi". "Zgrozą przejmuje go moralność tych ludzi, którym się marzy rozlew krwi rodaków". Ale dni ich, na szczęście są policzone, gdyż prowadzą politykę samobójczą dla interesów Polonii na wewnętrznoamerykańskiej arenie... Co rzec na ten swoisty mechanizm etatowego demonologa? Polityka z pewnością nie jest nauką ścisłą. Ale nie jest też poezją surrealistyczną. Powierzchowna znajomość poruszanej przez siebie tematyki nie powinna być dostateczną legitymacją do zabierania głosu. Pospieszne opinie Urbana o grupach etnicznych w Stanach Zjednoczonych świadczą o jego przepracowaniu. Tytan pracowitości nie ma czasu na lekturę studiów socjologicznych czy politologicznych. Musi polegać na własnej intuicji lub ciśnieniu krwi. I jak mu tu wyjaśnić, że nie ma związku przyczynowego między stosunkiem Kongresu Polonii Amerykańskiej do obecnej ekipy rządowej w Warszawie a wzrostem znaczenia grup żydowskich i niemieckich w życiu politycznym Stanów Zjednoczonych. Ze wszystkich strachów na Lachy ten ostatni wydaje się szczególnie księżycowy. Tuszyć wypada, że nie jest obliczony na gust publiczki, której już w Polsce nie ma. Nasuwa się wręcz krzywdzący dla rzecznika domysł, iż świadomie symuluje ignorancję, by zasłużyć sobie na zaproszenie do Ameryki dla dokonania wizji lokalnej. Ale może przedtem zdradzi tajemnicę: gdzie i jak działa owa potężna niemiecka grupa nacisku w Ameryce? Kto jej przewodzi? Browar "Rheingold"? Już wkrótce ukażą się od dawna z utęsknieniem od Bałtyku po Beskidy oczekiwane dzieła zbiorowe Jerzego Urbana. Na łamach tygodnika "Polityka" można przeczytać wstęp samego autora do tego wydania, wstęp utrzymany w stylu życzliwym dla Urbana, i słusznie - bo któż potrafi bezstronniej ocenić własne sukcesy od bezpośrednio zainteresowanego? Fałszywa skromność nie sprzyja teorii poznania. Sądząc po tym wstępie, Urban stał się
zakładnikiem własnej propagandy - typowy wypadek przy pracy! - wierzy
on bowiem, że ludowa ojczyzna wydana jest na pastwę wrażych sił: zagrażają
jej ekstremiści w sutannach, działacze "Solidarności", obce
radiostacje, korespondenci zagraniczni. A teraz do tego sprzysiężenia
dochodzi jeszcze Alojzy Mazewski z Chicago ze swoją Polonią amerykańską.
Zbyt okrutne, żeby było prawdziwe! Chciałoby się tego wrażliwego pięknoducha
o skłonnościach kasandrycznych podnieść na duchu" "Głowa do
góry! Nil desperandum! Otrząśnijcie się ze stanów lękowych! Nie samym
polakożerstwem żyje świat współczesny! Ma jeszcze inne sprawy na głowie!". |
![]() |
|||||||||||||