Bogdan Żurek: Wspomnienie o Alinie Perth-Grabowskiej

Alina

Kiedy prawie ćwierć wieku temu przekraczałem progi Radia Wolna Europa w Monachium, jeden z oprowadzających mnie po rozgłośni redaktorów, gdy weszliśmy do kantyny, kierując wzrok na stojący w rogu okrągły stół, powiedział:

- Tam nie siadaj, tam urzędują wrogowie pana dyrektora !

Spojrzałem i zamarłem. Same "asy": Tadeusz Nowakowski, Włodzimierz Odojewski, Józio Ptaczek, Jacek Kaczmarski i ONA - pierwsza dama politycznego komentarza, flagowy okręt zespołu redakcyjnego polskiej rozgłośni - Alina Grabowska!

Uwielbiana przez miliony Polaków wyczekujących każdego wieczoru Jej komentarza w "Faktach, Wydarzeniach, Opiniach". Znienawidzona przez komunistycznych dygnitarzy, z drżeniem rąk wyszukujących Jej tekstów w tajnych biuletynach z nasłuchu RWE.

Ileż to razy słyszałem, przebijający się przez jazgot zagłuszarek Jej aksamitny, spokojny głos, dla jednych głos prawdy i wolności, dla innych zwiastun klęski i potępienia.
Oczywiście do radiowego "okrągłego stołu" przysiadłem się - płacąc po jakimś czasie za to głową - ale ta "odwaga" opłaciła się. Poznałem Osobę nieprzeciętną, Człowieka instytucję - Alinę Grabowską, z którą wspólna praca i działalność połączyły mnie na ponad dwadzieścia lat.

Urodziła się w Łodzi w 1935 roku. Na tamtejszym uniwersytecie ukończyła polonistykę. Pracowała jako kierownik literacki Teatru Ziemi Łódzkiej oraz - jako bezpartyjny dziennikarz, co już było ewenementem - w dziale kulturalnym "Głosu Robotniczego".

Zawsze z rozrzewnieniem i nostalgią wspominała czasy swojej młodości spędzone wśród studiujących tam artystów i aktorów oraz przyjaźnie, które przetrwały wszystkie zawieruchy. A było ich w życiu Aliny wcale niemało.

Nigdy kraju nie chciała opuszczać, a musiała, udając się po antysemickiej nagonce w 1968 roku wraz z mężem Leszkiem na emigrację.

Dwa lata poźniej Jan Nowak-Jeziorański zaproponował Jej pracę w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium. Jak się okazało, była to jedna z najbardziej trafnych decyzji personalnych byłego "kuriera z Warszawy". W krótkim bowiem czasie dziennikarski talent, wyczucie oraz umiejętność analizowania i oceny wartości napływających zza "żelaznej kurtyny" informacji, wywindowały Alinę na "gwiazdę" zespołu redakcyjnego.

Alina stała się główną, rozpoznawalną "po głosie" przez rzesze słuchaczy, komentatorką polityczną rozgłośni. Do stojącego na najwyższym poziomie warsztatu dziennikarskiego można np. zaliczyć Jej relacje (pisane przecież "z oddali") z procesu morderców ks. Jerzego Popiełuszki, kiedy to dzień po dniu odkłamywała na falach eteru farsę odgrywającą się przed toruńskim sądem.

Otrzymywała setki listów, które - przemycane z kraju, lub wysyłane na zastępcze adresy - sprawiały Jej ogromną radość, utwierdzając zarazem w przekonaniu, że wybrana przez Nią droga walki z komunistycznym reżymem prowadzi do upragnionego celu, do niepodległej Polski.

O skali popularności i trafności Jej komentarzy świadczyła też wymierzona w Nią, zaciekła nagonka PRL-owskich mediów. Nie było tygodnia, by nie zaatakowano w nich, często w brutalny i perfidny sposób, tej czołowej komentatorki rozgłośni. Nic więc dziwnego, że w radiowym archiwum, w segregatorach pt. "Ataki na RWE", najwięcej zebranych w nich paszkwili dotyczyło właśnie Aliny.

Przeciwników miała Alina niestety nie tylko w kraju. Jej niezależność, własne zdanie, odwaga w ocenie ludzi, a także popularność, budziły u niektórych członków monachijskiego zespołu demony zazdrości w połączeniu ze szczególnie pojętą obawą o swoją pozycję. Próbowano Jej szkodzić, rozpowszechniano na Jej temat plotki podsycane - jak dziś wiemy - przez komunistyczną agenturę. W odtajnionych ostatnio materiałach IPN znalazły się raporty - podającego się za wysłannika podziemnej "Solidarności" - agenta o pseudonimie "Bogumił", penetrującego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych środowisko radiowców w Monachium. Wynika z nich, że przeciwnicy Aliny zlecili mu (pewnie nieświadomi z kim mają do czynienia) zebranie w kraju kompromitujących Ją materiałów. "Bogumił" otrzymał też środki na wydawanie, pod płaszczykiem podziemia, pisma-fałszywki pt. "Przeciek", w którym miały się ukazywać, pisane - o zgrozo ! - w Monachium, teksty krytykujące komentarze Aliny, z jednej strony i hołubiące "dzieła" Jej przeciwników, z drugiej.

Z dalszej części akt wynika, że do poszukiwania "haka" na Alinę specjalnie oddelegowano oficera SB tygodniami wertującego archiwa w Polsce. Jak było do przewidzenia, nic konkretnego nie znaleziono, nie ukazało się też pismo "Przeciek", chociaż inicjatorzy poszli dalej, proponując jego druk w Niemczech i przerzut do Polski. Być może nawet dla Służby Bezpieczeństwa, szyta tak grubymi nićmi prowokacja wydała się zbyt ryzykowna i przez swoją niewiarygodność niewarta zachodu.

Trzymając się dewizy "psy szczekają - karawana idzie dalej", Alina nie tylko wiodła prym na antenie. Angażowała się także z powodzeniem w życie polinijne. Współtworzyła w Monachium Klub Niezależnej Myśli Politycznej im. Juliusza Mieroszewskiego, z kórego to inicjatwy odbywały się spotkania z wybitnymi ludźmi z kraju i emigracji, była współzałożycielką i sekretarzem wielce zasłużonego, działającego do dzisiaj, Stowarzyszenia na Rzecz Porozumienia Niemiecko-Polskiego. Działała na rzecz wyłonienia silnej reprezentacji Polaków w kraju nad Łabą, była też honorowym prezesem Polskiego Forum w Niemczech.

Po odzyskaniu niepodległości i zamknięciu radia Alina wraz z mężem powróciła do kraju, oddając się bez reszty swemu nowemu "dziecku" - Stowarzyszeniu Pracowników Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, którego honorowym prezesem był aż do śmierci Jan Nowak-Jeziorański. U władz Warszawy wywalczyła lokal przy ul. Nowogrodzkiej 56. Powstał w nim Klub Pracowników RWE, w którym odbyły się dziesiątki imprez, spotkań i debat z najznakomitszymi gośćmi ze świata polityki, kultury i sztuki. Spotkania - retransmitowane poźniej przez Polskie Radio - Alina prowadziła osobiście. Jej świetne kontakty z Polskim Radiem zaowocowały też cykliczną audycją "Z archiwum Radia Wolna Europa".

Z inicjatywy Aliny powstała również strona internetowa Stowarzyszenia (http://www.wolnaeuropa.pl) obrazująca dokonania organizacji, a przede wszystkim prezentująca historię RWE.

Alina pielęgnowała też kontakty z prasą, będąc autorką cyklicznych felietonów w "Dzienniku Polskim" i londyńskim "Tygodniu Polskim".

Jej dorobek radiowy ukazał się w dwutomowym wydaniu "Polska w komentarzach", stając się swoistym podręcznikiem rzetelnego dziennikarstwa, a zarazem wartościowym dokumentem ukazującym prawdę o czasach PRL.

Z inspiracji i przy współpracy z Aliną ukazały się też pozycje: "PRL atakuje Radio Wolna Europa" oraz "Wspomnienia pracowników Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa".

Alina, jak nikt inny, dbała, by pamięć o rozgłośni, która przez prawie pół wieku walczyła na falach eteru z komunistycznym zakłamaniem, nigdy nie wygasła.

W wolnej już Polsce prezydent Lech Wałęsa nadał Alinie Grabowskiej Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Przed rokiem zaś, w imieniu pracownikow Rozgłośni Polskiej RWE, odebrała Medal 80-lecia Polskiego Radia.

I jeszcze jedno, Alina kochała zwierzęta, psy w szczególności. W ogrodzie Jej konstancińskiej posiadłości stoi ogromny kamień, na nim imiona czworonogów, które towarzyszyły Jej przez całe życie, oraz napis:

"Wszystkie psy idą do nieba".

Trudno dzisiaj uwierzyć - biorąc pod uwagę niespotykane zaangażowanie i ogrom dokonań Aliny - że od wielu lat ciężko chorowała. Przyjechała do Monachium by poddać się transplantacji nerki, którą miała otrzymać od Leszka - Jej męża. Nie zdążyła. W poniedziałek nad ranem straciła przytomność.

Gdy tego samego dnia wysyłałem pocztą elektroniczną do Londynu najświeższy felieton Aliny byłem pewien, że się obudzi. Niestety, wysłałem ostatnie Jej dziennikarskie dzieło.

Alina zmarła o świcie w czwartek, 22 czerwca 2006 roku. Miała 71 lat.

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Czyzby ?


BOGDAN ŻUREK


Monachium, 23 czerwca 2006 r.

 

Powrót do spisu treści