22.01.2006 - Władysław Bartoszewski o Janie Nowaku-Jeziorańskim

Przesłanie Nowaka

"Gość Niedzielny" (Katowice),  Nr 4 / 22. 01. 2006 r.

Na początku roku wielu z nas dokonuje obrachunku we własnym domu, w rodzinie, wśród przyjaciół, w codziennym otoczeniu zawodowym i społecznym, w którym przyszło nam żyć. Obrachunki te dotyczą nie tylko strat i zysków materialnych minionych miesięcy, ale także strat dotkliwych, a materialnie niewymiernych, do których należy odejście ludzi bliskich. Zjawisko to nieuniknione, z którym każdy niejednokrotnie zetknąć się musi w życiu, dotyczy nie zawsze tylko bolesnego doświadczenia w najbliższym kręgu osób. W przypadku zgonów ludzi wielkich, niezwykłych, powszechnie znanych i szanowanych, żałoba dotyka bardzo wiele osób, które pod świeżym wrażeniem doznanego wstrząsu zadają sobie zazwyczaj pytanie, jaki będzie nasz świat, nasze własne życie, teraz i w przyszłości, już bez ziemskiej obecności tego, który był wzorem, autorytetem, czy choćby tylko (ale to dużo) sprawdzonym przyjacielem.

Rachunek strat

Piszący te słowa rozpocznie niebawem 85. rok życia, miał więc niemało okazji do konfrontacji z ciężkimi i najcięższym cięższymi wyzwaniami losu. I w pełnej tego świadomości stwierdzić musi, że odejście Jana Pawła II do domu Ojca 2 kwietnia 2005 r. było stratą chyba największą, jaką Polska i Polacy (i nie tylko) przeżyć musieli w ciągu wielu generacji naszego wspólnego bytu. Nic więc też dziwnego że strata usunęła jak gdyby przejściowo w cień myśl i pamięć o innych stratach, które ponieśliśmy jako zbiorowość. W moim przekonaniu do takich należała śmierć Zdzisława Jeziorańskiego, powszechnie znanego jako Jan Nowak.

Jeden z najbardziej dziś głośnych bohaterów II wojny światowej zawdzięcza popularność nie tylko barwnemu opisowi wojennych doświadczeń w książce "Kurier z Warszawy" (kto by jej przypadkiem nie znał - młody czy stary - każdy Polak powinien ją przeczytać), lecz także - a może przede wszystkim - swojemu działaniu przez ćwierć wieku (1952-1975) na czele sekcji polskiej Radia Wolna Europa.

Janek niemal do końca życia - 20 stycznia 2005 roku - marzył o kolejnym wyjeździe do Rzymu i kolejnym spotkaniu z Ojcem Świętym, którego znał dobrze i szanował. "W stolicy Piotrowej bywał wielokrotnie, jako gorliwy katolik gościł na audiencjach u Piusa XII, Jana XXIII i Pawła VI, ale wspomnienia tamtych spotkań bladły wobec późniejszych przeżyć związanych z Karolem Wojtyłą" - pisze w książce o Nowaku-Jeziorańskim Jarosław Kurski.

Powrót do domu

Jan Nowak-Jeziorański przyjeżdżał do nowej Polski z USA (począwszy od końca sierpnia 1989 r.) kilkadziesiąt razy. Na stałe wrócił jednak dopiero w końcu lipca 2002 r., mając już lat osiemdziesiąt osiem.

Wiosną 2003 r. zaczął poważnie chorować, a w styczniu 2004 r. Nowak przechodził zabieg chirurgiczny, który o rok przedłużył mu życie. Tak przed operacją, jak i zaraz po niej do kliniki dzwonił abp Stanisław Dziwisz, zapewniając, że 0jciec Święty się za niego modli i ponawiając zaproszenie do Rzymu. Pomyślny przebieg operacji Nowak przypisywał tylko i wyłącznie wstawiennictwu Jana Pawła II. Wierzył, że przezwycięży chorobę, zdoła jeszcze odwiedzić Ojca Świętego. Stało się inaczej...

W telegramie przysłanym do Warszawy na wieść o śmierci Nowaka-Jeziorańskiego Jan Paweł II pisze, że "wiele zawdzięcza Polska i Polacy tej jego miłości do Ojczyzny" i że "zawsze darzył go za to podziwem i szacunkiem". I dalej: "Wysoko ceniłem również jego wiarę i troskę o Kościół. W duchu tej troski, z wnikliwością znakomitego publicysty, obserwował i sygnalizował wszelkie zjawiska, jakie go niepokoiły. Zawsze byłem mu za to wdzięczny".

Żegnano Jana Nowaka-Jeziorańskiego 26 stycznia 2005 r. bardzo godnie w Warszawie: w archikatedrze św. Jana liturgii przewodniczył prymas Polski kard. Józef Glemp, homilię wygłosił i odprowadził Zmarłego do grobu Jeziorańskich na historycznym cmentarzu powązkowskim jeden z jego przyjaciół abp Józef Życiński, metropolita lubelski. Mnie przypadł zaszczytny obowiązek wystąpienia nad grobem.

Powiedziałem wtedy z głowy i z serca m.in.: "Drogi Przyjacielu. (...) Dla mnie głębokim wyrazem Twojego mądrego patriotyzmu, Twojej duszy romantyka i pozytywisty pozostaną tak szalenie ważne słowa z pierwszej audycji Radia Wolna Europa. Te słowa z 3 maja 1952 roku: "Nadejdzie jeszcze ten dzień, kiedy jutrzenka swobody zabłyśnie znowu nad Warszawą. Będzie to dzień waszego zwycięstwa, waszego triumfu, triumfu narodu, który w najgorszych chwilach nie utracił wiary.

Rodacy! Gdziekolwiek jesteście, pamiętajcie:
Polska żyje, Polska walczy, Polska zwycięży"
.

Janku! Nie mamy Ci jak dziękować, Bóg Cię wynagrodzi".

Nikt z nas, wtedy obecnych na cmentarzu, nie mógł przewidywać tego, czego i zmarły nie doczekał: zgonu po ośmiu tygodniach Jana Pawła II w Rzymie.

Po roku powtórzyłbym wszystko, co powiedziałem wtedy, tylko może jeszcze - w obliczu nowych polskich doświadczeń społecznych i politycznych w Polsce w ostatnich miesiącach zakończonego roku - przypomniałbym ważne testamentarne zalecenie Nowaka, dotyczące Polski i jej dobrej przyszłości, która była jego troską do ostatniego tchnienia. 

WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI

© Copyright by Władysław Bartoszewski / www.wladyslawbartoszewski.eu

 

Powrót do spisu treści