11. 03. 2011 - Mija 15 lat od śmierci Tadeusza Nowakowskiego

11 marca 2011 r. minęło 15 lat od śmierci Tadeusza Nowakowskiego - wieloletniego dziennikarza Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, wybitnego pisarza i publicysty emigracyjnego. Urodził się w 1917 roku w Olsztynie, jednak najbardziej czuł się związany z Bydgoszczą, gdzie mieszkał do II wojny światowej. Okres okupacji spędził w hitlerowskich obozach. Z tą tematyką związana jest jego najbardziej znana książka pt. "Obóz wszystkich świętych", mówiąca o tzw. "dipisach" - czyli ludziach wyzwolonych z obozów i przebywających na terenie Niemiec.

Od początku istnienia Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium, Tadeusz Nowakowski był jednym z jej najbardziej rozpoznawanych głosów, zwłaszcza z gawęd "Przy kawiarnianym stoliku". Interesował się polską literaturą i swymi kolegami "po piórze", często omawiał na antenie radiowej nowe książki ukazujące się w Polsce, "za żelazną kurtyną". Po wyborze Karola Wojtyły na papieża, odbył szereg podróży reporterskich, towarzysząc Janowi Pawłowi II w jego pielgrzymkach. Wydał szereg książek poświęconych podróżom polskiego papieża, niezwykle popularnych wśród emigracji, a po 1989 roku - także w Polsce. Publikował w paryskiej "Kulturze" Jerzego Giedroycia. Po kilkudziesięciu latach przyjechał po raz pierwszy do Polski w 1990 roku i odtąd bywał tu często. Planował zamieszkać w Konstancinie-Jeziorna, ale najbardziej ukochanym jego miastem była nadal Bydgoszcz. W 1993 roku otrzymał honorowe obywatelstwo tego miasta, był założycielem i pierwszym prezesem Światowego Związku Bydgoszczan. Odznaczony wieloma odznaczeniami, w tym Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zmarł po długiej i cięzkiej chorobie w Bydgoszczy. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się 15 marca 1996 r. o godz. 14.00 mszą św. żałobną w kościele Św. Krzyża przy ul. Artyleryjskiej. Pogrzeb odbył się tego samego dnia na cmentarzu p.w. Św. Zbawiciela przy ul. Zaświoat 2 w Bydgoszczy.

Wspominając naszego radiowego kolegę, w 1994 roku członka-założyciela naszego Stowarzyszenia, publikujemy poniżej dwa archiwalne wspomnienia Jacka Bocheńskiego.

MARIUSZ KUBIK

*   *   *

Wspomnienie o Tadeuszu Nowakowskim (1917-1996)
 

Napisz o mnie


W poniedziałek zmarł w Bydgoszczy Tadeusz Nowakowski, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy emigracyjnych, autor głośnej powieści „Obóz Wszystkich Świętych", przez długie lata dziennikarz Radia Wolna Europa.

Umierał bardzo długo. - Za długo - powiedział. Cierpiał. Zapadał raz po raz w coś, czego nie znamy, ale wracał stamtąd, był przytomny. Wciąż jeszcze rozmawiał. Chyba już całkiem oślepł. Kłopoty ze wzrokiem miał od lat. Jeszcze na krótko przed ostatecznym przyjazdem do Polski z Niemiec przeszedł operację oczu.

- Widzę cię - szepnął, gdy stanąłem nad Jego szpitalnym łóżkiem w Warszawie i powiedziałem, kim jestem.

- Umieram - dodał spokojnie.

I zapadł w zaświaty.

Ale po chwili z nich wrócił. Usłyszałem rzecz straszną:

- Przyjaciela poznaje się w biedzie.

Nie wiedziałem, co zrobić.

- Tadeuszu, co mogę dla Ciebie zrobić? - zapytałem.

- Pomódl się za mnie.

Poprosił o szklankę wody. Zaczerpnął z trudem dwa łyki.

- Napisz o mnie.

Chciał dokończyć życie w rodzinnej Bydgoszczy. Przewieziono Go tam na ostatnie tygodnie.

Właśnie zmarł.

 

Przed mikrofonami Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium.
Tadeusz Nowakowski w rozmowie z Witoldem Gombrowiczem

© Archiwum prywatne Aliny Perth-Grabowskiej i Leszka Pertha
/ Private Archives of Alina Perth-Grabowska and Leszek Perth / www.wolnaeuropa.pl

 

O śmierci Tadeusza Nowakowskiego dowiaduję się w nocy od portiera w konstancińskim Domu Pracy Twórczej „Zaiks", gdzie przypadkowo jestem. Pan Nowakowski umarł. Tadeusz? Tadeusz. Pisarz. Aha, aha. Była wiadomość w telewizyjnej „Panoramie". Pan Nowakowski jeszcze niedawno mieszkał tu w Domu Pracy Twórczej „Zaiks”. Kiedy? Chyba latem. Ale długo był. Ze trzy miesiące. Czekał na wykończenie własnego domu w sąsiedztwie. Aha, aha.

- W którym pokoju mieszkał? - pytam, jakby to akurat miało największe znaczenie.

- W różnych.

- Na parterze?

- Na parterze i na piętrze też.

- To chodził na górę po schodach?

- Wszędzie jeszcze chodził.

Przyrzekłem, że o Nim napiszę, ale gdy przyszła pora, nie umiem.

Mam Go w oczach. Jest młody w Monachium, a ja jeszcze młodszy. Rok 1965. On w groźnym Radiu Wolna Europa, ja prosto z podejrzanej, reżimowej Warszawy. Czy w Monachium czytam Jego „Obóz Wszystkich Świętych"? Bydgoszcz, patriotyzm, niemiecki wróg, wojna. To w powieści. A w rozmowie? Granica na Odrze i Nysie! Sprawa jeszcze paląca. Wtedy dla Niego wciąż jeszcze sprawa życia i śmierci.

- Co do granicy na Odrze i Nysie zgadzam się z Gomułką - mówił.

 

Tablica poświęcona Tadeuszowi Nowakowskiemu w Bydgoszczy

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Nie umiem o Nim napisać, przeplata ml się w pamięci ten szpitalny, umierający po polsku, samotny, warszawski, z tym monachijsko-berlińskim, towarzyskim, felietonowym, wygadanym, kawiarniano-restauracyjnym i poniekąd antyniemiecko-niemieckim, jakiego znałem właśnie z Niemiec (w istocie ma wielkie zasługi dla pojednania dwu narodowości).

Pisał po niemiecku o Polsce i propagował polską literaturę w Niemczech. Ja nie umiem o Nim napisać, a On umiał o mnie. I o tylu innych.

Przez wszystkie lata swojej działalności w Radiu Wolna Europa, gdzie wielokrotnie omawiał książki polskie wydawane w kraju, był zawsze w stosunku do polskiej twórczości literackiej troskliwy, uważny, bardzo obiektywny, pozbawiony wszelkich politycznych uprzedzeń, może aż nadmiernie wyrozumiały wobec niektórych autorów.

Kto tak jeszcze, bez złośliwości, niechęci i zawiści, będzie mówić o książkach?

Nie wrócił do Polski, żeby robić interesy, zasiąść na stanowisku, urządzić się w telewizji. Wrócił, bo po to żył, żeby wrócić. Chciał w Polsce umrzeć i być pochowanym w Bydgoszczy. Wrócił po cichu, intymnie. Wrócił do ojczyzny.

Kto tak jeszcze będzie wracał do ojczyzny?

*   *   *

Tadeusza Nowakowskiego spotkałem po raz pierwszy w 1965 roku. Uzbierawszy jakąś niezbędną odrobinkę pieniędzy, odbywałem krótką podróż na Zachód w swoich sprawach autorskich i w celach turystycznych, żeby zobaczyć trochę świata. Tak trafiłem do Monachium.

 

Tadeusz Nowakowski przeprowadza wywiad... na plaży
dla Rozgłośni Polskiej RWE (1957 r.)

© Archiwum prywatne Aliny Perth-Grabowskiej i Leszka Pertha
/ Private Archives of Alina Perth-Grabowska and Leszek Perth / www.wolnaeuropa.pl

 

Już przedtem słyszałem wielokrotnie Tadeusza Nowakowskiego przez Radio Wolna Europa. Omawiał twórczość polskich pisarzy. Raz czy drugi zdarzyło się, że mówił coś o mnie. Wiedziałem, że występuje również w programach publicystycznych pod pseudonimem „Tadeusz Olsztyński”. Jako powieściopisarz był jednak mało znany Polakom w kraju, nawet w kręgach literackich. Jego książek w Polsce Ludowej, oczywiście, nie wydawano. Ja sam przed spotkaniem w Monachium nie czytałem żadnej. Jeśli dobrze pamiętam, chyba w Monachium zająłem się dopiero lekturą „Obozu Wszystkich Świętych”, skądinąd powieści uznawanej bodaj do dziś przez krytyków za najwybitniejsze dzieło Tadeusza Nowakowskiego.

Mnie ten „Obóz Wszystkich Świętych”, pełen przedwojennych, wojennych wspomnień o Bydgoszczy i Niemcach, skojarzył się na zawsze z rozmowami, jakie odbyłem z poznanym osobiście w Niemczech autorem książki.

 

"Obóz wszystkich świętych" - najgłośniejsza książka Tadeusza Nowakowskiego wydana przez Wydawnictwo "Libella" Kazimierza Romanowicza w Paryżu

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Sam Tadeusz okazał się czarującym, uczynnym, dowcipnym panem, trochę jakby przedwojennym i staromodnym. Był to wielki elegant, wysoki, postawny mężczyzna o pięknej twarzy, lew salonowy – jak mówiono w dawnych latach – człowiek niepospolicie elokwentny, urodzony gawędziarz, któremu usta się w ogóle nie zamykały. Łatwo to sobie wyobrażą słuchacze jego późniejszych mówionych felietonów radiowych „Przy kawiarnianym stoliku”.

Polubiłem go i tak już zostało na lata. Widywaliśmy się potem częściej, zawsze w Niemczech, jeśli tylko udało mi się tam wyjechać.

Znajomości tego rodzaju trzeba było wtedy ukrywać. Kontakty koleżeńskie pisarzy krajowych z emigracyjnymi mogły być w PRL uznane za przestępcze powiązania z wrogimi ośrodkami dywersji.

Nie wiem, czy według komunistycznej doktryny propagandowej istniało w ogóle coś bardziej wrogiego i bardziej dywersyjnego niż Radio Wolna Europa. Każdy przejaw swobodniejszej myśli w Polsce, każde najdrobniejsze przeciwstawienie się władzy, najlżejszy akt opozycji – wszystko przypisywano tajnej inspiracji Radia Wolna Europa. Głośny „List 34” w sprawie cenzury, który na rok przed moją wizytą w Monachium wystosowali do Józefa Cyrankiewicza inni pisarze (nie ja!) potraktowano tak, jakby nie tych 34 było autorami „Listu”, ale jakby go stworzyło Radio Wolna Europa.

Z drugiej strony u emigrantów istniała też bariera nieufności wobec tzw. krajowców. Wielu pisarzy emigracyjnych przestrzegało np. zasady nie publikowania w Polsce, gdyby nawet krajowe wydawnictwa mogły i chciały im coś wydać. Tadeusz Nowakowski przeciwny był wszelkim takim formom wzajemnej izolacji, ostracyzmowi wobec ludzi z kraju i różnym zacietrzewieniem, za którymi nawet u wybitnych pisarzy-emigrantów kryły się czasem osobiste nerwice i frustracje twórcze.

Tadeusz był zupełnie pozbawiony megalomanii i zazdrości literackiej. Moje stosunki z nim ułożyły się najzwyczajniej w świecie. Był człowiekiem skromnym i w ogóle trzeźwo oceniającym sytuacje ludzkie.
 

Tadeusz Nowakowski wręcza Janowi Pawłowi II jedną ze swoich książek

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Zwróciłem uwagę, że ze swego bezpiecznego miejsca osiedlenia za granicą nie wymagał od ludzi w kraju poświęcania się w imię celów politycznych, To ja raczej sądziłem, że Polacy bez narażania się i poświęcenia nigdy nie osiągną wolności. On powiedział mi kiedyś: Nie powinno się palić ludźmi. To była jakby przestroga dla mnie. Tak to wyraził. Ludzi kultury w Polsce pod rządami komunistów trzeba chronić, oszczędzać, a nie rzucać na stos. Powiedział to na długo, zanim Konwicki wymyślił swojego bohatera z „Małej apokalipsy”, któremu działacze podziemni każą się dla demonstracji politycznej podpalić.

Nadszedł rok 1989 chyba, może 1990. Nigdy nie zapomnę tej sceny. Warszawa, plac na Rozdrożu, stoję bodaj na przystanku autobusowym i wtedy z podziemnego przejścia wychodzi – coś niesłychanego! – siwiuteńki Tadeusz Nowakowski, ten monachijczyk, ten groźny dywersant ideologiczny z Monachium i Berlina Zachodniego. Przyjechał po raz pierwszy odwiedzić Polskę po 50 latach. Potem już bywał często z wizytami, aż wrócił na stałe żeby przed rokiem umrzeć tu, w swojej rodzinnej Bydgoszczy.

JACEK BOCHEŃSKI

Pierwsza część tekstu ukazała się w „Gazecie Wyborczej” (13 marca 1996 r.), druga jest fragmentem książki pt. „Wspomnienia pracowników Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa” (teksty zebrała Alina Perth-Grabowska; Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2002). Drukujemy za łaskawą zgodą Autora. (Mariusz Kubik)


Zobacz także:

Kim jesteśmy? - Tadeusz Nowakowski (www.wolnaeuropa.pl)
 


Powrót do spisu treści