9.07.2012 - Wojciech Giełżyński gościem Klubu im. red. Aliny Perth-Grabowskiej


Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa
Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

oraz Oficyna Wydawnicza VOLUMEN

zorganizowały kolejne spotkanie
w Klubie im. red. Aliny Perth-Grabowskiej (Radio Café),

 

w cyklu "Literatura i pisarze" pt.

 

"Pół świata - moje!"

Udział wzięli:
 

  
 
© Fot. Mariusz Kubik - Warszawa, 6 lipca 2012 r.


 Wojciech Giełżyński

- dziennikarz, publicysta, reporter, podróżnik, wolnomularz.
Debiutował w wieku 16 lat na łamach "Gazety Ludowej", niezależnego dziennika, którego naczelnym był jego ojciec, Witold Giełżyński (1886-1966).
Ukończył studia ekonomiczne, po których został reporterem działu sportowego tygodnika "Dokoła Świata" (był dwukrotnym mistrzem Polski w wioślarstwie). Następnie pracował we "Współczesności", "Panoramie", "Kontynentach" (prowadził dział Azji), współpracował blisko z "Polityką" (z której odszedł po strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r.). W stanie wojennym przeszedł do prasy "drugiego obiegu", redagował kwartalnik "Vacat", współredagował "Przegląd Wiadomości Agencyjnych". Ostatnim miejscem pracy w dziennikarstwie był "Tygodnik Solidarność" w latach 1989-1992. W 1987 r. uczestniczył w reaktywacji PPS, a w 1988 r. - w majowym i sierpniowym strajku w Stoczni Gdańskiej. Był rektorem Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie. Autor ok. pięciu tysięcy publikacji prasowych oraz ponad 60 książek, głównie o Trzecim Świecie, jak i z zakresu problematyki społeczno-politycznej,


Waldemar Jan Dziak

- politolog, specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych. Tematem jego badań jest problematyka krajów bałkańskich oraz krajów Dalekiego Wschodu.

Autor wielu książek, m.in.: "W kraju Orwella. Uwagi o funkcjonowaniu północnokoreańskiego państwa totalitarnego" (współautor; 1994), "Chiny u progu XXI wieku" (współautor; 1997), "Kim Ir Sen" (2001), "Korea. Pokój czy wojna?" (2003), "Kim Jong Il" (2004), "Mao. Zwycięstwa, nadzieje, klęski" (współautor; 2007), "Korea Północna. U źródeł rodzinnej sukcesji władzy" (2009), "Obywatele Japonii w niewoli północnokoreańskiej. Zarys problematyki" (współautor; 2009), "Pjongjang rok 1956" (2010),  "Republika Korei. Zarys ewolucji systemu politycznego" (współautor; 2011) 

 

Stefan Bratkowski

dziennikarz, publicysta, pisarz,
prezes honorowy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich,
redaktor niezależnego portalu publicystycznego "Studio Opinii",
członek Rady Nadzorczej naszego Stowarzyszenia

 

Wprowadzenia dokonał 

Mariusz Kubik

- Sekretarz Wykonawczy Stowarzyszenia.

 

Data i miejsce spotkania:

9 lipca 2012 r. (poniedziałek), godz. 18.00
Klub im. Aliny Perth-Grabowskiej (Radio Café)
ul. Nowogrodzka 56 (niedaleko hotelu „Marriott”), Warszawa

 

Od lewej: Mirosława Łątkowska (Oficyna Wydawnicza VOLUMEN), Stefan Bratkowski,
Waldemar Jan Dziak, Wojciech Giełżyński, Maria Otto-Giełżyńska
- Warszawa, 9 lipca 2012 r.

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Książki Wojciecha Giełżyńskiego w Klubie im. red. Aliny Perth-Grabowskiej

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Wojciech Giełżyński, Maria Otto-Giełżyńska, Mariusz Kubik

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Ernest Skalski, Mariusz Ziomecki

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Stefan Bratkowski, Waldemar J. Dziak, Wojciech Giełżyński

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Mariusz Ziomecki, Teresa Torańska

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Stefan Bratkowski

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Wojciech Giełżyński, Maria Otto-Giełżyńska

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego



 

Mirosława Łątkowska (Oficyna Wydawnicza VOLUMEN), Stefan Bratkowski,
Waldemar Jan Dziak

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego


 

Wojciech Giełżyński podpisuje swoją najnowszą książkę pt.:
"Pół świata-moje!"

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 
 

ZOBACZ WIĘCEJ FOTOGRAFII

 

*   *   *
 

Spotkaniu towarzyszyła prezentacja książki Wojciecha Giełżyńskiego pt.:

 

 

 

"Pół świata - moje!"
(Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Warszawa 2012)

 

 

... Wojciech Giełżyński, niezrównany gawędziarz i podróżnik, tym razem zaprasza na wyprawę po jego własnym życiu, ciekawym i barwnym jak końce świata, które przemierzał i opisywał ...

WOJCIECH JAGIELSKI

 

 " ...Takich mostów [w Nepalu. M.K.] Amerykanie obiecali wybudować 70. Zbudowali jeden!..."  

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

... Pisanie było i jest dla niego w życiu najważniejsze. Pisał bez przerwy, dosłownie. Kiedy, idąc ulicą, wyciągał notes, by zapisać, co nagle zobaczył. I w przenośni, kiedy znajomych, którzy wpadli do niego na pogaduszki, zaczynał zabawiać opowiadaniem przygód (a opowiadać je potrafi jak mało kto dowcipnie, lekko koloryzując, by trzymać słuchaczy w napięciu). Ale często ich nie kończył, bo nagle przepraszał, że musi coś zrobić, natychmiast.

I wychodził, by wstukać kolejne zdania do kolejnej książki.

Napisał ich wprawdzie mniej niż Kraszewski, ale więcej niż Sienkiewicz czy Prus. Prawie siedemdziesiąt. Większość powstała w niewielkiej kanciapie w mieszkaniu na Grochowie (której nie pozwala sprzątać, by żaden papierek się nie zagubił). W  kanciapie ma swój tapczan, biurko z maszyną do pisania, regały podręcznych książek i ze sto brulionów w kratkę (nigdy  w linie!), w których od połowy lat 50. zapisywał reporterskie pomysły, ciekawsze zasłyszane zdania i anegdoty.

Jest reporterem z najwyższej półki. Jak Wańkowicz, Kapuściński, Mroziewicz oraz najmłodszy z nich - Wojciech Jagielski. Wyznaje zasadę, że jeśli się o kimś pisze, trzeba wszystko, co się da, na ten temat przeczytać i naumieć. Jego książki więc puchną od informacji wykopanych w bibliotekach oraz ciekawostek wyłuskanych z prasy światowej. I są jak stare wino. Za kilka lat zaczną przeżywać swój renesans ...

TERESA TORAŃSKA

 

Dziennikarze w Stoczni Gdańskiej - sierpień 1988 r.
Druga od lewej - Teresa Torańska, obok Leszek Sankowski i Wojciech Giełżyński

© Fot. Erazm Ciołek/Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

... Wojciecha Giełżyńskiego czytam od zawsze, a książkowo - od reportażu "Ewa nie chce spać" (1960). Jestem więc rówieśnikiem jego książek. I sporo mu zawdzięczam. Przez całe lata był moim okiem wybałuszonym na różne dalekie kraje i wywiązał się z tej roli wzorowo. Raz na zawsze odebrał mi ochotę na osobisty ogląd Trzeciego Świata.

Ale za serce złapał mnie dopiero relacją ze Stoczni Gdańskiej w roku 1980. Wciąż widzę te dni przez jego słowa. Potem uwiódł mnie jako autor traktatu Edward Abramowski - zwiastun Solidarności (1986). Do dziś uważam, że wskazał słuszną drogę; wszystko, co później, okazało się skutkiem jej odrzucenia. A wreszcie zaimponował mi po raz trzeci, ujawniając swą przynależność do Wolność Przywrócona WWP. Znać w tym konsekwencję, która od reportera wiedzie do wychowawcy ...

JAN GONDOWICZ
 

" ...Książę Sihanouk wówczas (1966) miał takie hobby, że przysyłał mi gratulacje po mych reportażach z jego kraju ... "

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
  

 " ... Moja wielka przygoda irańska zaczęła się w latach 70. XX wieku ..."

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

*   *   *

... Urodziłem się 9 maja - jakbym przeczuł, że kiedyś będzie to Święto Zwycięstwa! - w roku 1930, na Żoliborzu. Na Żoliborzu Dziennikarskim, ulica Sułkowskiego 33, tuż przy ulicy Dziennikarskiej - co być może zdecydowało o mojej profesji. Był też Żoliborz Oficerski - wzdłuż Czarnieckiego, koło Cytadeli, oraz Żoliborz WSM-owski za placem Wilsona, przy Słowackiego i Krasińskiego. I była „Zdobycz Robotnicza”, z której wywodzi się ród Kaczyńskich. To był gorszy Żoliborz, jak Buraków i Słodowiec, choć znacznie lepszy od Marymontu.

W roku 1930 było w polityce podobnie, jak dzisiaj. Stanisław Thugutt pisał wtedy na łamach opozycyjnego tygodnika „Tydzień”:

Społeczeństwo czuje „[…] coraz większą niechęć do mieszania się w politykę, w której można, zanim się osiągnie coś bliżej nieokreślonego, stracić wartości całkowicie realne. Coraz bardziej rozpowszechnia się marazm, na który dziś już narzekają wszystkie istniejące w kraju obozy polityczne […] Masy, pozbawione przywódców i zgorszone walką, której celów nie mogą dobrze zrozumieć, pozostaną bierne, a resztę zrobi się sztuczkami wyborczymi. Ale dziś już każdy rozumie, że wybory są tylko fragmentem, że gra pójdzie dalej, coraz bardziej zaciekła, o coraz większą stawkę”.

Napisał to Thugutt, przypominam, osiemdziesiąt lat temu. Dziś mógłby to powtórzyć, nie zmieniając ani słowa. Można uznać, że żyjemy w kraju niestabilnie ustabilizowanym. Ja oczywiście tamtych czasów nie pamiętam, bo leżałem w kołysce i ssałem mamę, rywalizując ze swą mleczną siostrą Elą Grubińską, córeczką bezmlecznej żony sąsiada, który był drugoplanowym poetą.

 

" ...Na  Żoliborzu mieszkaliśmy z rodzicami i bratem Andrzejem aż do drugiej wojny... "

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

" ...W szkole Ostaszewskiej zakochiwałem się permanentnie. Na zdjęciu od prawej: Marylka Kochanowska, druga - Marysia Baranowska, czwarta - Danusia Michalakówna... "

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego

 

A w owym dniu działo się niemało! Tygodnik „Światowid” 10 maja 1930 - gdy miałem jeden dzionek - takie przynosił wiadomości z ostatnich dni, kiedym jeszcze z brzucha mamy na świat nie wyjrzał, ale byłem tuż tuż:

* Pożegnalną wizytę marszałkowi Piłsudskiemu złożył w Belwederze rumuński szef sztabu, gen. Samsonovici;

* otwarto Izbę Rzemieślniczą w Warszawie, jednoczącą 54 cechy chrześcijańskie i „odpowiednią” ilość [?] żydowskich;

* reumatyzm, artretyzm i podagrę najskuteczniej leczą w Inowrocławiu;

* w Berlinie doszło do drobnych rozruchów, spowodowanych przez komunistów;

* w Warszawie, po raz pierwszy od wielu lat, dzień 1 maja miał przebieg spokojny; wiec PPS odbył się na placu Grzybowskim;

* za 15 lat bez żadnych trudności będzie się można udać na Księżyc! (Pomyłka: w 15 lat po roku 1930 spadła natomiast bomba atomowa na Hiroszimę!);

* telefonia bez drutu czyni postępy, już można bezdrutowo dzwonić z USA do Urugwaju!

* na całym świecie ofensywa kobiet! Miss Dorota Peto objęła dowodzenie policją kobiecą w Londynie, Sowieci organizują kobiecy batalion, a w Konstantynopolu pojawiły się kobiety szoferki;

* Janusz Kusociński wygrał Bieg Narodowy na dystansie 7 kilometrów, w którym uczestniczyło 23 0 zawodników;

* z reklam, których były setki, do dziś nie straciły aktualności: ASPIRYNA BAYERA, żyletki GILLETTE (najlepsze dla mężczyzny) oraz KOGUTKI na ból głowy …

WOJCIECH GIEŁŻYŃSKI
(fragment książki)

 

Dedykacje od gen. Władysława Sikorskiego dla Witolda Giełżyńskiego (1886-1966).
" ...Generał SIkorski należał do najbliższych przyjaciół mego ojca..."

 © Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego

 

*   *   *  

 

© Fot. Mariusz Kubik - Warszawa, 6 lipca 2012 r.
 

Wojciech Giełżyński
(ur. 9 maja 1930 r. w Warszawie)
- dziennikarz, reportażysta,
korespondent wojenny

 

Syn Witolda i Angeliny z domu Roeseler. W latach 1948-1952 studiował w Szkole Głównej Handlowej (od 1949 r. Szkole Głównej Planowania i Statystyki), gdzie ukończył Wydział Ekonomiki i Planowania Handlu.

Debiutował w 1946 r., w "Gazecie Ludowej", redagowanej przez jego ojca, Witolda Giełżyńskiego (1886-1966). W latach 1948-1949 był reporterem (stażystą) tygodnika "Repatriant". W latach 1952-1953 redaktor w wydawnictwie "Polgos". Od 1953 do 1968 r.  był dziennikarzem tygodnika „Dookoła Świata” (w tym kierownikiem działu zagranicznego, a następnie krajowego). W latach 1969-1971 sekretarz redakcji i kierownik działu społecznego dwutygodnika "Współczesność". Od 1972 do 1975 r. był kierownikiem redakcji warszawskiej śląskiego tygodnika "Panorama". Od 1976 r. współpracował z "Polityką", był  jednocześnie kierownikiem działu Azji miesięcznika "Kontynenty" (do 1980 r.). 

  

" ...Zanim zasiadłem "na nosku" jako najlżejszy z osady,
próbowałem różnych sportów, nawet pchnięcia kulą,
choć lekkoatletyka mnie nie nęciła... "

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

" ...Najprzyjemniej było po biegach, gdy stawaliśmy na podium - czasem z połamanymi wiosłami... "

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

Sprawozdawca ze strajków na Wybrzeżu w sierpniu 1980 r. (współautor głośnej książki pt.: "Gdańsk - sierpień 80"). W 1981 r. był zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika "Meritum". Po ogłoszeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981 r., autor tekstów w pismach podziemnych. W latach 1982-1986 członek redakcji pisma II obiegu „Vacat” (pseud. "Jan Lech", "Pol.X.", "Weronika"). Od 1984 do 1989 r. współpracownik „Przeglądu Wiadomości Agencyjnych” oraz Radia „Solidarność”. W 1987 r. brał udział w reaktywowaniu Polskiej Partii Socjalistycznej, w 1988 r. uczestnik strajków w Stoczni Gdańskiej im. Lenina.

 

" ... Jako mąż zaufania "Solidarności" w komitecie wyborczym Ambasady PRL w Pekinie stałem się obserwatorem bodajże najtragiczniejszego wydarzenia - mordu na placu Tiananmen - jakie zdarzyło mi się widzieć ..."

© Fot. Archiwum Wojciecha Giełżyńskiego
 

W 1989 r. był publicystą "Gazety Wyborczej"; w latach 1989-1992 członek redakcji „Tygodnika Solidarność” (od 1990 do 1992 r. kierownik działu zagranicznego i zastępca redaktora naczelnego).

W latach 90. członek Rady Programowej Unii Pracy. W latach 1992-1993 właściciel agencji reporterskiej WOG-PRESS. Od 1995 do 2006 r. rektor Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie (od 2006 r. wiceprezydent).
 

Wojciech Giełżyński z Ryszardem Kapuścińskim
(wieczór w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich,
poświęcony reporterowi i podróżnikowi Lucjanowi Wolanowskiemu 1920-2006)
- Warszawa, 12 września 2006 r.

© Fot. Włodzimierz Wasyluk / www.lucjanwolanowski.com
 

Od prawej: Leopold Unger, Janusz Krasiński,
Ludwik Jerzy Kern, Wojciech Giełżyński
(wieczór w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich,
poświęcony reporterowi i podróżnikowi Lucjanowi Wolanowskiemu 1920-2006)
- Warszawa, 12 września 2006 r.

© Fot.  www.lucjanwolanowski.com
 

Wojciech Giełżyński w Klubie im. red. Aliny Perth-Grabowskiej (Radio Café),
podczas wieczoru poświęconego twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.
Na fotografii widoczni także m.in.: Stefan Bratkowski, Jacek Bocheński i Małgorzata Łukasiewicz
- Warszawa, 28 czerwca 2010 r.

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Wojciech Giełżyński w Klubie im. red. Aliny Perth-Grabowskiej (Radio Café),
w rozmowie z Jolantą Klimowicz-Osmańczyk
- Warszawa, 28 czerwca 2010 r.

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Wolnomularz, początkowo w Wielkiej Loży Francji, od 2006 r. w loży Wolność Przywrócona Wielkiego Wschodu Polski.

Członek Związku Młodzieży Wiejskiej RP WICI (1946-1947), Stowarazyszenia Dziennikarzy Polskich (1956-1992; w tym "podziemnego" SDP w latach 1982-1989), wiceprzewodniczący Klubu Reportażu SDP (1981). Członek PZPR (1961-1981), współzałożyciel tajnej PPS (1987-1988).

Wyróżnienia i nagrody: Nagroda im. Juliana Bruna (1959), nagroda Klubu Publicystów Międzynarodowych SDP (1980), nagroda "podziemnego" SDP (za książkę pt.: "Budowanie Niepodległej"); Złoty Krzyż Zasługi (1974), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1980).

Reporter specjalizujący się głównie w tematyce międzynarodowej, wykładowca studiów i kursów dziennikarskich, opiekun młodych dziennikarzy i animator ich nowoczesnego kształcenia.

Był dwukrotnym mistrzem Polski w wioślarstwie na „ósemce”. Odwiedził 85 krajów, napisał 68 książek i kilka tysięcy tekstów prasowych.

Żonaty z Marią z domu Otto. Mieszka w Warszawie, na Grochowie.


Twórczość (wybór): 

* "WTW 1878-1958/opracowanie Komitetu Obchodu Jubileuszu 80-lecia Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego" ("Sport i Turystyka", 1958)

* "Ewa nie chce spać"  (Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1960)

* "Syberia, kraj na wyrost" (Książka i Wiedza, 1963)

* "Desant na Playa Giron" (Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1964)

* "Świat pełen trosk i nadziei" (Wydawnictwo Harcerskie, 1964)

* "Indonezja - archipelag niepokojów" (Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1966; seria: "Świat się zmienia")

* "Języki obce" (wespół z Bogdanem Kupisem; Wydawnictwo Harcerskie, 1967; seria: "Mój Konik")

* "Piosenki i piosenkarze" (Wydawnictwo Harcerskie, 1967; seria: "Mój Konik")

* "Nepal. Stare i nowe" (Książka i Wiedza, 1969)

* "Świat, Polska i ty" (Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1969)

* "Zagony krwią wywalczone" (Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, 1969; seria: Biblioteczka Historyczna PZWS)

* "Aż do najdalszych granic" (Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1972; seria: "Łowcy sensacji")

* "Indonezja. Kraj, gdzie morze przeplata się z lądem" (Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, 1972)

* "Medytacje o Świecie Trzecim" (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1972)

* "Z Saksów z ziem obiecanych..." (Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1972)

* "Zwycięstwo pod Grunwaldem" (Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, 1973; seria: Biblioteczka Historyczna PZWS)

* "Kultura w Polsce" (na zlecenie Ministerstwa Kultury i Sztuki; Interpress, 1975; liczne edycje obcojęzyczne)

* "Polska. Od Bałtyku do Karpat" (Arkady, 1975)

* "Kraj świętych krów i biednych ludzi" (Krajowa Agencja Wydawnicza, 1977)

* "Sto twarzy Jugosławii" (Książka i Wiedza, 1977)

* "Trzeci Świat czyli Wiele znaków zapytania" (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1978)

* "Jeśli nawet umrzesz, pozostań" (Książka i Wiedza, 1979; seria: "Biblioteka Literatury Faktu")

* "Rewolucja w imię Allacha" (Książka i Wiedza, 1979)

* "Rewolucja w imię Augusta Sandino" (Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1979)

* "Gra o Himalaje" (Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1980)

* "Islam, religia, polityka" (Zarząd Główny Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, 1980)

* "Gdańsk - sierpień 80" (wespół z Lechem Stefańskim; Książka i Wiedza 1981)

* "Byłem gościem Chomeiniego" (Książka i Wiedza, 1981)

* "Moja prywatna Vistuliada czyli Dokładny opis rejsu odbytego własnoręcznie hamburką Michał przez całą Wisłę aż do Bałtyku, zawarty w dwudziestu dwóch etapach, antrakcie warszawskim, trzech suplementach specjalnych dla amatorów, aneksie ornitologicznym i paru setkach dygresji na temat i nie na temat" (Państwowe Wydawnictwo "Iskry", 1983) 

* "Trzeci Świat - dwie trzecie świata" (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1984)

* "Budowanie Niepodległej" (Przedświt, 1985 [II obieg]; Instytut Literacki, Paryż 1985, 1986)

* "Edward Abramowski, zwiastun Solidarności" (Polonia, Londyn 1986)

* "Gdańsk maj '88. Anatomia strajku" (Wolne Pismo "Most", 1988 [II obieg]; wydanie wspólne z książką Pawła Smoleńskiego pt.: "A na hucie strajk...": "Robotnicy '88", "ANEKS", Londyn 1988)

* "Ani wschód, ani zachód" (Oficyna Wydawnicza "Rytm", 1989 [II obieg])

* "Opiumowa dżungla" (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1989)

* "Mord na Placu Tiananmen. Reportaż" (Wydawnictwo Wojciech Pogonowski, 1990; seria: "Książka do kieszeni")

* "Pierwszy tydzień trzeciej wojny" (Wydawnictwo Wojciech Pogonowski, 1991; seria: "Książka do kieszeni")

* "Jaćwięgi są wśród nas" (Iskry 2001)

* "Nepal. Horror i sielanka" (Kurpisz, 2001)

* "Szatan wraca do Iranu" (Krajowa Agencja Wydawnicza, 2001)

* "Prywatna historia XX wieku" (Rosner & Wspólnicy, 2005)

* "Inne światy, inne drogi" (Oficyna Wydawnicza "Branta", 2006)

* "Brechty, ściemy, marginalia" (Wydawnictwo Dom na Wsi, 2007)

 * "Wisła królowa polskich rzek - Vistula the queen of Polish rivers" (Wydawnictwo Unitex, 2007) 

* "Wschód Wielkiego Wschodu" (2008; seria: "Ex Oriente Lux")

* "Moja powtórna Vistuliada" (Wydawnictwo Adam Marszałek, 2009)

* "Pół świata - moje!" (Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, 2012; seria: "Profile")
 

MARIUSZ KUBIK

*   *   *

 

Gdańsk, sierpień 1980


WOJCIECH GIEŁŻYŃSKI

 

 © Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego



 

Dzień 14 sierpnia mógłby być polskim świętem narodowym nie gorszym niż 11 listopada.

I to z dwóch powodów.

To 14 sierpnia 1920 roku nasza 5. Armia, pod wodzą generała Władysława Sikorskiego, rozpoczęła nad Wisłą i Wkrą triumfalną kontrofensywę przeciw trzem armiom moskiewskim, podchodzącym ku Warszawie. Sikorski miał rozkaz: Związać te armie bojem!, ażeby odciążyć inne odcinki frontu. To się udało. Wojska Tuchaczewskiego zaczęły zwiewać tak szybko, że nie można było ich dogonić. Dokładnie co do dnia w kopę lat później - 14 sierpnia 1980 roku - zaczął się w Gdańsku wielki strajk w Stoczni Gdańskiej imienia Lenina. Przewodził mu nie znany jeszcze nikomu „Lechu z wąsikiem”. Strajk ten zapoczątkował wyzwalanie się Polski z okowów… leninizmu.

Przypomnę tylko niektóre tego strajku epizody. Te, których nie tylko byłem obserwatorem, ale też miałem, jedyny raz w życiu, malutki wpływ na losy Polski. Kto chciałby więcej wiedzieć o tym przełomowym strajku - a doprawdy warto! - znajdzie wiele publikacji. Pierwszą była moja i Leszka Stefańskiego książka Gdańsk,sierpień 80. Zanim się ukazała, przez ponad pół roku wertowali ją i maglowali rozmaici recenzenci i cenzorzy, wydając sprzeczne, na ogół krytyczne opinie. Przytoczę tylko jedną, w całości, którą napisał… nasz ówczesny redaktor naczelny „Polityki”, Mieczysław Rakowski:

„Reporterska relacja W. Giełżyńskiego i L. Stefańskiego nosi wszelkie pozytywne i negatywne cechy pospiesznie pisanego dzieła. Posiada dużo autentyzmu, spontaniczności (to cechy pozytywne) i sporo ocen pisanych pod wpływem chwili. Wydanie tej książki przez wydawnictwo partyjne jest kwestią decyzji politycznej. Nie jest to moja sprawa.

Od siebie mogę tylko dodać, że zdumiewa mnie fakt, iż dwóch członków PZPR pisze książkę, w której nie usiłuje coś powiedzieć od siebie na temat socjalizmu, partii, uwarunkowań, dramatycznych okoliczności, trudnych dróg, po których rozwija się socjalizm.

Nie bardzo rozumiem ten sposób podchodzenia Autorów do jakże powikłanej rzeczywistości. Są zachwyceni ruchem i na tym koniec. A więc z jednego bezkrytycyzmu musimy wpadać w drugi?

28.X.1980 /–/Mieczysław Rakowski”

Ku naszemu zdumieniu, Książka i Wiedza zdecydowała się jednak wydać tę książkę, i to prawie bez skreśleń - w rekordowym nakładzie 100 000 egzemplarzy, który się rozszedł błyskawicznie. A w Gdańsku kolejka przed księgarnią, w której podpisywaliśmy egzemplarze, ciągnęła się przez trzy ulice.

 

 

Z autorów, którzy o Wielkim Strajku pisali później, wielu nie było na nim choćby przez godzinę. Ja byłem od trzeciego dnia do końca, wypadłem tylko na jeden dzień do Szczecina i na jeden do Warszawy.

Zrelacjonuję tu trzy dni, w których byłem nie tylko reporterem…

Ocknęli się nie tylko stoczniowcy, także dziennikarze. Było już ich w stoczni, po dziesięciu dniach, ponad pół setki, a jeszcze więcej z zagranicy. Na piętrze stoczniowej dyrekcji powstało improwizowane biuro prasowe, w którym pierwsze skrzypce grał Andrzej Bajorek z „Życia Warszawy”. Udało mu się skrzyknąć kolegów na dziennikarskie zgromadzenie, w celu opracowania protestu przeciwko fałszywemu informowaniu opinii publicznej. Wywiązała się namiętna dyskusja; ilu było dziennikarzy, tyle stanowisk. Ogólnie wszyscy byli za, ale każdy miał jakieś wątpliwości. I do kogo właściwie ten protest skierować? Do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich? Do Wydziału Prasy KC PZPR? Czy także do Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego?

W szczególnie kłopotliwej sytuacji była Irena Dryll z „Trybuny Ludu”, bo jak mogła słać apel… do samej siebie, skoro była wiceprzewodniczącą Zarządu Głównego SDP?

Po paru godzinach ostrej dysputy stoczniowcy wyprosili nas z „biura prasowego”, bo postanowili urządzić tam miejsce schadzek prasy zagranicznej. Przenieśliśmy się pod rozłożyste drzewo na podwórzu, gdzie jeszcze ze dwie godziny trwały spory. A potem - podpisywanie. Wielu się zawahało… Jeden podpisał, potem swój podpis oderwał i zjadł, później zrobiło mu się żal, przeprosił i złożył podpis raz jeszcze. Kilku się w ogóle nie podpisało. Ich prawo.

Ale pod tym dokumentem złożono aż 36 podpisów. Oto jego pełne brzmienie:

O ś w i a d c z e n i e

My, polscy dziennikarze, obecni na Wybrzeżu Gdańskim w czasie strajku, oświadczamy, że wiele informacji dotychczas publikowanych, a przede wszystkim sposób ich komentowania, nie odpowiadało istocie zachodzących tu wydarzeń. Taki stan rzeczy sprzyja dezinformacji. Istniejąca blokada telekomunikacyjna oraz brak możliwości publikowania materiałów przedstawiających prawdziwy obraz sytuacji dotykają nas boleśnie i uniemożliwiają uczciwe wypełnianie obowiązków zawodowych.

Uważamy, że pełne informowanie społeczeństwa o wszystkim, co się dzieje w kraju, może tylko sprzyjać rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych, a w przyszłości przyczynić się do rozwoju społecznego.

Gdańsk, 25 sierpnia 1980

Blade to było pismo, wątły sprzeciw - ale było  p i e r w s z y m  publicznym protestem dziennikarzy przeciwko reżimowi komunistycznemu. A to się liczyło!

Następnego dnia Tadeusz Fiszbach, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego (który od początku sprzyjał stoczniowcom, ale, rzecz jasna, nie mógł tego czynić otwarcie) wziął mnie na bok i powiedział cicho:

- Niech pan zje w naszej stołówce obiad z Jagielskim. Jemu kiepsko wyszło pierwsze spotkanie ze strajkującymi, bo niewiele wiedział o rozmiarach strajku ani o determinacji jego uczestników, ani o ich głównych żądaniach… Niech go pan doinformuje!

Parę minut po czwartej zasiedliśmy z panem wicepremierem i ze Stefańskim do zupy jarzynowej. Fiszbach też był, ale jakby z boku.

Jagielski: I za co chcecie mnie krytykować, towarzysze redaktorzy?

Stefański: Dziś za nic. Nie chodzi nam o krytykę, ale o to, byśmy wszyscy razem z tej próby wyszli pomyślnie.

Jagielski: W sobotę wpuszczałem kozy, a dzisiaj musiałem je wyprowadzać! (Prawdopodobnie chodziło mu o to, że kilka razy przedtem wpuszczały go centralne władze partyjne w niezręczną sytuację, w którą musiał brnąć, choćby wbrew sobie…)

Fiszbach: Coraz więcej jest działań   n i e   s t ą d…

Ja: Towarzysz premier powinien przekonać kierownictwo kraju, że dla strajkujących dwadzieścia punktów ich żądań nie ma obecnie znaczenia, znaczenie ma tylko jeden - o wolnych związkach zawodowych. Chcą osiągnąć to, co od początku stawiają jako żądanie kluczowe.

Fiszbach wtrącił, że może - na początek - zgodziliby się strajkujący na wolne związki tylko na Wybrzeżu?

 

 © Fot. Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 

Stefański: Wolne związki tylko dla Wybrzeża to propozycja dobra może na minioną sobotę. Teraz ten strajk promieniuje już na cały kraj!

Jagielski przerzuca rozmowę na zły styl propagandy. Fiszbach też jest krytyczny, dodaje, że Jagielski powinien przywieźć do Gdańska Waszczuka, żeby zobaczył, jak zamierzenia oficjalnej propagandy, za którą on jest odpowiedzialny, mijają się z jej rezultatami.

Ja: Życzę towarzyszowi premierowi, żeby znalazł czas i przeszedł się po stoczni. Zobaczyłby, jak robotnicy polują na ulotki strajkowe, jak bardzo chcą rzetelnej informacji.

Stefański: A w tych ulotkach nie ma nic, co by naruszało pryncypia ustrojowe. Jest prawda i są wiersze.

Jagielski: Ja przywożę tu tych swoich ministrów i ich wystawiam na głupków. Ale teraz mam nadzieję, że jeszcze dziś przywiozę z Warszawy zgodę na punkt pierwszy i jutro będzie koniec.

Dopija kompot, uśmiecha się, żegna. Jest idealnie spokojny. Wie, że za dwie godziny musi na Biurze Politycznym spokój ten zużytkować dla perswazji.

Stefański do Fiszbacha: A towarzysz sekretarz czemu nie wybiera się na lotnisko?

Fiszbach: Polecę. Jeśli mnie nie będą chcieli wziąć, polecę na gapę.

 

 Plac przed Stocznią Gdańską - widok współczesny
Gdańsk, 4 czerwca 2010 r.

© Fot. Mariusz Kubik/Archiwum Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół
Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

 


Jagielski poleciał, Fiszbach też. Ale tegoż wieczora, zamiast gestów pojednawczych, strona rządowa zaostrza ton! W TV Ryszard Wojna straszy, że jeśli strajkujący pójdą w zaparte, to można się spodziewać czegoś najgorszego… Słowo „wkrocz” nie padło - ale każdy rozumiał, że to miał na myśli. I zaraz rodzi się wśród strajkujących nowe hasło: NIGDY WIĘCEJ WOJNY!

Następnego dnia, pod wieczór, Fiszbach znowu mi dał cynk, żebym wstąpił do jego gabinetu, bo ma ważną sprawę. W jego gabinecie cała komisja rządowa i co ważniejsi z wojewódzkich współpracowników. Istny sztab operacyjny. W nim także bardzo zasępiony członek sekretariatu KC, Zbigniew Zieliński, który zasłynął dzień czy dwa dni wcześniej…

Ktoś go zapytał:

- Towarzyszu, czemu przerwana jest łączność z Warszawą?

- Bo wczoraj nad Warszawą przeszła punktowa trąba powietrzna, która zniszczyła centralę telefoniczną na Żoliborzu!

- Tak? Wczoraj? No to czemu łączności nie ma od tygodnia?

Gdy wszedłem, Jagielski coś czytał, Fiszbach dzwonił. Siadłem, czekam. Zaraz podchodzi Zieliński i powiada zasępiony:

- Ten strajk będziemy musieli odpracowywać chyba ze trzy miesiące, w tej i tak ciężkiej sytuacji!

- Teraz trzeba myśleć o dniu dzisiejszym – odparłem - bo jutro strajki mogą pójść na cały kraj. Trzeba szybko iść do ugody.

Jagielski skończył czytanie.

- O, dobrze że pan przyszedł! Niech i pan to przeczyta. Pomyślmy nad tekstem, który mam za dwadzieścia minut wygłosić przed radiem i kamerami TV.

Czytam i włos mi się zjeżył. Od samego początku zaczepki, obelgi, arogancja.

- Pan tego nie może przeczytać, premierze…

- A to dlaczego?

- Bo jutro cały kraj stanie. Może się polać krew.

- Muszę przeczytać. Gierek mi kazał. Nie ja to pisałem. I pytał Gierek, czy to przemówienie poprawi sytuację.

- Pogorszy. Przecież pan to sam chyba widzi, premierze. Trzeba zmienić ten tekst, wyrzucić choćby wszystkie impertynencje, całą agresję.

- Za kwadrans wchodzę na wizję…

- To siadamy i tniemy!

Zdanie po zdaniu poprawiamy. Wyrzucamy wszystko, co by mogło obrażać strajkujących. Niech zostanie jedynie suche stanowisko rządowe.

Została jedynie połowa tekstu.

I tak poszedł ten tekst z ust Jagielskiego w mikrofony i kamerę na całą Polskę. Bez partyjnej buty. Bez zaczepek.

Po dwóch dniach dotarł do Gdańska paryski „Le Monde”. Napisano: „Polskich słuchaczy uderzył ton wypowiedzi Jagielskiego, przez który nie przebijała wrogość wobec strajkujących”.

 

 Hala BHP na terenie Stoczni Gdańskiej, w której podpisano Porozumienia Sierpniowe
- stan współczesny (2011)

© Fot. Artur Andrzej/Wikipedia
 

Wkrótce się strajk zakończył. Ostatnie słowa Wałęsy:

- Jest to zwycięstwo obu stron. Kochani! Wracamy do pracy 1 września. Wszyscy wiemy, co ten dzień nam przypomina. O czym myślimy. O ojczyźnie, o wspólnych interesach rodziny, która nazywa się Polska… Uzyskaliśmy wszystko, co można było uzyskać. Mamy rzecz najważniejszą: nasze niezależne, samorządne związki zawodowe. To nasza gwarancja na przyszłość. Ogłaszam strajk za zakończony!

Z Jagielskim pożegnałem się serdecznie. Zrobiliśmy, co do nas należało.

Mijają miesiące, a książki, którą z Leszkiem Stefańskim napisaliśmy w trzy tygodnie, wciąż nie ma. Paru recenzentów jest na tak, większość - z moim szefem Rakowskim na czele - na nie. Pewnego dnia dostałem niespodziewanie pilny telefon z sekretariatu wicepremiera, żebym jak najprędzej, choćby zaraz, odwiedził Jagielskiego.

Pojechałem natychmiast w Aleje Ujazdowskie, do siedziby rządu. Przepustka czekała. Jagielski też.

- Cieszę się, że pana premiera znowu widzę!

- I ja. Niech pan siada. Mam taką sprawę, redaktorze: napisał pan dobrą, rzetelną książkę. Przeczytałem ją z zainteresowaniem, dowiedziałem się wielu dla mnie nowości. To się czyta! Ale, panie Wojtku… niech pan tej książki nie wydaje! Niech ją pan wycofa!

- Ależ dlaczego, panie premierze, przecież…

- Powtarzam panu bardzo serio: NIECH PAN TEJ KSIĄŻKI NIE WYDAJE! I niech mnie pan nie pyta dlaczego. Tego panu powiedzieć nie mogę.

Rozstaliśmy się przyjaźnie, ale - obaj - z poczuciem goryczy.

Nie miałem wątpliwości: On wie coś, czego ujawnić nie może. Stan wojenny będzie? A może… wkrocz...?

Nie posłuchałem jednak. Ale poczułem jeszcze większą doń sympatię. Niestety, to było ostatnie nasze spotkanie.

Szybko zszedł z tego świata. Bardzo mi go żal. Był porządnym człowiekiem.

 

Tekst stanowi fragment najnowszej książki Wojciecha Giełżyńskiego pt.: „Pół świata-moje!”.

 

 

Powrót do spisu treści