Jerzy Stempowski - rys. Józef Czapski
"Kultura"  (Paryż) nr 11/1969

 

Jerzy Stempowski
(1893, Kraków - 1969, Berno)


Jeśli prawdą jest, jak powiada Nicola Chiaromonte, iż „wierność językowi i wolność języka to naczelny obowiązek pisarza”, Stempowski był w pierwszym rzędzie... człowiekiem wyjątkowo obowiązkowym. Nie była to jednak wierność za wszelką cenę, nakazująca traktować ze śmiertelną powagą własne próby i dokonania, gdyż jego pisarska praktyka zdaje się, niejako z drugiej strony, przyświadczać jego własnej opinii, że tylko „prorocy są wielkimi pisarzami”. Prawdziwy pisarz bowiem jest wedle Stempowskiego „potomkiem rybaków, którzy jąkającą się gwarą mówili o sprawach wiekuistych”, czego nie należy traktować dosłownie, gdyż owa „jąkająca się gwara” bywa niejednokrotnie stylistycznie krystalicznie czysta.

Styl Stempowskiego, choć czasami pisarz w osobliwy sposób traktuje słowa, jest przykładem niemal modelowym polszczyzny najwyższych lotów i rejestrów. Nic dziwnego. Stempowski zaczął pisać późno, w wieku 36 lat, blisko tego wieku, który niektórzy wpływowi kabaliści uznawali za odpowiedni do rozpoczęcia właściwych studiów. W jego zdaniu nie ma wielkich wahań, niemal pozbawione jest ono rozterek: można by jego teksty, gdyby nie było wiadome, kiedy i gdzie poszczególne powstawały, układać w dowolne konstelacje, uznając np. wypowiedzi późniejsze za całkiem wczesne realizacje albo odwrotnie, tak równe zdają się być pod względem intelektualnym i stylistycznym.

Co jest „miejscem” Stempowskiego, z którym się całkowicie identyfikował? Jego ojczyzną? Chiaromonte odpowiedziałby, że miejscem najistotniejszym dla pisarza, także dla każdego honnête homme, jest kultura. Sąd ten uzupełnia i komplikuje autor „Chimery jako zwierzęcia pociągowego”, kiedy twierdzi w odniesieniu do sztuki słowa, iż owym miejscem wspólnym, fundamentem i rudymentem. jest dla piszącego... iluzja, gdyż, jak powiadał, „bez iluzji, jakiej ulegali prorocy, mówiący o sprawach najważniejszych, jakie będą, literatura jest mało warta”.

 

 

Widać już z tej pobieżnej prezentacji, że w przypadku „niespiesznego przechodnia” mamy do czynienia z talentem wyjątkowym... Mówiąc o Stempowskim najczęściej wspomina się jego „laicką caritas, która przenika całe dzieło”, a także fakt, że ludzie, a nie „idee i dogmaty” są mu najbliżsi. Dalekie jest więc mu pobłażliwe traktowanie ludzi, jak i głoszonych przez nich idei czy prawd. Stempowski nie spoufala się z żadnymi - także z wyznawanymi przez siebie - wartościami, za każdym razem podchodzi do nich z dystansem, który umożliwia osobliwy common sense wsparty na wyostrzonej wrażliwości, ogromnej przenikliwości i zadziwiającej rozległością erudycji. Jest też bez wątpienia człowiekiem niepokornym, przyświadczającym zasadzie „płynięcia pod prąd”. Ten modus operandi to jego modus vivendi.

W takim też, jak powyżej zarysowany, kontekście należy postrzegać jego związki z „Kulturą” Giedroycia, dla której był faktycznie jednym z najistotniejszych fundamentów, współtworząc wraz z innymi ten rodzaj „nieskodyfikowanej filozofii emigracji", która pozwalała toczyć wielowątkowy i niczym nieskrępowany dialog na tematy najistotniejsze. Stempowski szybko wszedł w „rolę doradcy i powiernika” Redaktora, kierującego, a warto to zawsze podkreślać, najważniejszą instytucją kultury polskiej XX wieku. Dla „Kultury” pozostaje więc postacią nie mniej istotną niż Mieroszewski, Czapski, Herling-Grudziński, Bobkowski, Osadczuk. Miłosz, by na tym poprzestać, bo lista mogłaby być bardzo długa...

Warto podkreślić, że twórczość epistolarna była dla Stempowskiego równie istotna, jak eseistyczna, chociaż ten z pewnością nie nazwałby jej twórczością. Widać w niej nawiązanie do antycznej zasady unikania konkretnych i pospolitych szczegółów nieodłącznych od życia codziennego. Zresztą, w tej mierze dla tego kręgu - no może za wyjątkiem Gombrowicza - formuła: "mniej, znaczy więcej” zdaje się być zasadą porządkującą i wyróżniającą, choćby na tle egocentrycznego paplania typowego dla czasów obecnych. Najistotniejsze przecież dla ludzi „Kultury” było, by przypomnieć fragment listu Stempowskiego: „przenieść przez tę powódź trochę odziedziczonych wartości, nie licząc na nikogo”, a nie rozczulanie się nad trudami życia, tego, jak mawiał Giedroyc, młynka. To chyba najbardziej lapidarne i zarazem nośne ujęcie „etosu” środowiska skupionego wokół Instytutu Literackiego czy może lepiej -wspólnoty, tego sytemu naczyń połączonych, którym kontrolował Giedroyc.

 

Wojciech Sikora o Jerzym Stempowskim
- Lublin, 8 listopada 2012 r.

© Mariusz Kubik / YouTube
 

Należy zdawać sobie sprawę z faktu, iż „filozofia życiowa” Stempowskiego, zasady i miary, jakim dał wyraz swoją postawą, wybierając świadomie rolę pisarza nieznanego, nie są dzisiaj nazbyt popularne i znajdują odbicie w praktykach niewielu. Mówiąc być może nazbyt prosto: pozytywnie myślący pesymista nie może być wzorem do łatwego naśladowania. Cechy takie, jak przyjaźń i lojalność też zawsze będą w cenie. W rezultacie mamy do czynienia z pisarzem, który siłą rzeczy nie może być dobrze spopularyzowany, z autorem dla niewielu, który przez lata z wielu względów nie był dostępny szerszemu gronu.
 

 

 

 

 Jednak wznowienia jego książek, jak chociażby napisanej po francusku „Ziemi berneńskiej”, którą przetłumaczył Andrzej Stanisław Kowalczyk, mający ogromne zasługi jako redaktor i wnikliwy komentator jego dzieła, godne są najwyższego szacunku - przywracają bowiem należne miejsce jednemu z najwybitniejszych. Również publikacja całości publikowanych przez lata w miesięczniku „Notatek niespiesznego przechodnia”, która ukazała się właśnie nakładem „Więzi”, napawa optymizmem, gdyż myślenie ponad podziałami, zwolnienie tempa życia, czytania i pisania, z którymi to wartościami obcuje się bezpośrednio, czytając teksty Stempowskiego. mogą okazać się w chwili obecnej szczególnie cenną lekcją - dla niektórych konieczną do odrobienia.

 

Okładka pierwszego numeru "Kultury" Jerzego Giedroycia

© Fot. Archiwum Stowarzyszenia Instytut Literacki "Kultura" 
 

Jerzy Stempowski w siedzibie paryskiej "Kultury" w Maisons-Laffitte (1948 r.)

© Fot. Henryk Giedroyc /  Archiwum Stowarzyszenia Instytut Literacki "Kultura" 
 

Stempowski, czytany dzisiaj, jest pisarzem, który się wcale nie zestrzał, przeciwnie, jego spostrzeżenia, uwagi i paradoksy, dobrze wpisują się w pełen zamętu czas, w jakim żyjemy. Jego erudycja i dezynwoltura w stosunku do roli pisarza, jego przyrodzona i głęboka niechęć do bycia bohaterem z pierwszych stron są bez wątpienia sporym wyzwaniem, I jeszcze jedno: jeśli mamy mówić o jego randze pisarskiej, dość przeczytać „Pana Jowialskiego i jego spadkobierców”, by umieścić jego książki na półce między książkami takich mistrzów eseju, jak Guido Ceronetti, Milan Kundera czy Josif Brodski, albo takich analityków kultury, jak Benjamin i Agamben.

WOJCIECH SIKORA

Maisons-Laffitte, w listopadzie 2012 r.
 

Wojciech Sikora (ur. 1956) - działacz opozycji demokratycznej w PRL i na emigracji w Paryżu, wieloketni współpracownik Jerzego Giedroycia, Zofii Hertz i Henryka Giedroycia, od 2010 r. prezes Stowarzyszenia „Instytut Literacki »Kultura«” w Maisons-Laffitte.
 

Powrót do tekstu głównego